smarthack.

Błędy w term sheet: czego nauczyła mnie pierwsza runda
Finansowanie i venture capital

Błędy w term sheet: czego nauczyła mnie pierwsza runda

Każdy founder, który w piątek wieczorem podpisał term sheet i wysłał na Slacka gifa „deal closed”, powinien najpierw przeczytać paragraf, którego nie czytał.

Tam — w drobnym druku między definicjami a podpisami — siedzi odpowiedź na pytanie, kto będzie rządził tą firmą za pięć lat, ile z niej wyniesiesz przy pierwszym exicie i kto podejmie decyzję o sprzedaży, kiedy oferta kupca spadnie na stół.

Term sheet to nie opis transakcji. To dokument, który ustawia warunki dalszych negocjacji i wyznacza granice przyszłej umowy inwestycyjnej. Część zapisów może być niewiążąca, ale nie oznacza to, że cały papier jest tylko uprzejmą notatką ze spotkania. Jeśli nie wiesz, które postanowienia mają obowiązywać od razu, możesz podpisać ograniczenie, którego konsekwencje pojawią się długo przed wypłatą pieniędzy.

Firma, która właśnie domknęła rundę za 15 mln zł przy wycenie pre-money 60 mln, jest przekonana, że właśnie wygrała. Założyciele świętują, wysyłają memy z jednorożcami i planują nowe biuro w centralnym punkcie Warszawy. Tymczasem w dziesięciu stronach dokumentu, który podpisali „bo wszyscy już to robili”, są klauzule, które za trzy lata zamienią ich z posiadaczy startupu w dobrze opłacanych pracowników własnej firmy.

Negocjowanie term sheet wygląda jak rozmowa o wycenie. W praktyce jest rozmową o tym, kto wychodzi z firmy przy pierwszej sprzedaży z pieniędzmi, kto podejmuje decyzje, a kto zostaje z teczką i zdjęciem zespołu na lodówkę.

Term sheet nie służy wyłącznie do opisu transakcji. Ustawia własność, kontrolę i podział pieniędzy, zanim zdążysz policzyć, co właśnie podpisałeś.

Pułapka wyceny: dlaczego skupienie na liczbach to błąd początkującego

Pierwszy instynkt każdego debiutanta na rynku kapitałowym jest brutalnie przewidywalny: „Mamy wycenę!”. Pre-money, post-money, „Series Seed” albo jeszcze lepiej „pre-seed z rozszerzoną strukturą”. LinkedIn już huczy od postów w stylu „Jesteśmy dumni, że zamykamy rundę”, a w głowie założyciela gra hymn ZUS-u i wizja plaży na Bali.

Tyle że sama cyfra nie mówi jeszcze, ile naprawdę kosztuje kapitał. Nie dlatego, że wycena musi być zawyżona — choć czasem jest — ale dlatego, że może nie uwzględniać warunków, na jakich inwestor odzyska pieniądze. Ta sama wycena może oznaczać zupełnie inny układ ekonomiczny w zależności od preferencji likwidacyjnej, ochrony antyrozwodnieniowej, wielkości puli ESOP czy praw kontrolnych.

Wycena jest więc punktem wyjścia, nie wynikiem negocjacji. Możesz podnieść pre-money, a jednocześnie zgodzić się na taką liquidation preference, że przy przeciętnym exicie założyciele dostaną mniej, niż wynikałoby z prostego podziału udziałów. Możesz też wynegocjować większy procent dla founderów, ale oddać inwestorowi prawo blokowania każdej decyzji, która ma znaczenie dla strategii firmy.

Prawdziwy test przychodzi w kilku momentach:

  • przy down roundzie, kiedy nowe udziały są emitowane po niższej cenie niż w poprzedniej rundzie;
  • przy M&A, kiedy inwestor korzysta z preferencji i otrzymuje wypłatę przed podziałem pozostałej kwoty;
  • przy kolejnej rundzie, kiedy pula opcji i nowe udziały zaczynają realnie zmieniać cap table;
  • przy sporze o strategię, gdy prawa głosu i skład organów spółki okazują się ważniejsze niż procent zapisany na pierwszej stronie.

Down round wymaga szczególnej precyzji, bo w tej historii często pojawia się błędny skrót myślowy: „fundusz sprzedał swoje udziały za pół darmo”. Zwykle nie o to chodzi. Down round to emisja nowych udziałów po cenie niższej niż cena z wcześniejszej rundy. Dotychczasowy inwestor nie musi sprzedawać swoich udziałów. Problem polega na tym, że jego mechanizm antyrozwodnieniowy może zmienić cenę konwersji albo liczbę udziałów, do których będzie uprawniony. W rezultacie większa część spółki może przypaść wcześniejszemu inwestorowi, a koszt tej korekty ponoszą głównie założyciele i pozostali akcjonariusze.

Zapomnij więc o „milionach na wycenie”. Najpierw policz, co stanie się z twoim udziałem i wypłatą przy kilku scenariuszach: dobrym exicie, przeciętnej sprzedaży, down roundzie oraz kolejnym finansowaniu. Fundusze lubią rozmowy o wycenie, bo to bezpieczny teren — kontrolowana narracja, w której ty czujesz się wygrany, a oni realizują plan od pierwszej strony dokumentu.

Mechanizmy, które drenują zyski: liquidation preference i antyrozwodnienie

Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Liquidation preference to klauzula, która określa kolejność wypłat przy sprzedaży firmy, likwidacji albo innym zdarzeniu objętym umową. Standardowa konstrukcja 1x non-participating oznacza, że inwestor dostaje albo zwrot zainwestowanej kwoty, albo swoją proporcjonalną część ceny sprzedaży — zależnie od tego, która opcja jest dla niego korzystniejsza.

Brzmi rozsądnie, dopóki nie zobaczysz wersji participating. W wariancie 1x participating inwestor najpierw odzyskuje swój wkład, a potem uczestniczy w podziale pozostałej kwoty proporcjonalnie do udziałów. To właśnie mechanizm nazywany czasem „double-dipping”. Przy mniejszym exicie różnica potrafi być większa niż sama zmiana wyceny wynegocjowana przez founderów.

Przykład liczbowy, który powinien wywołać zimny pot: fundusz wpłacił 5 mln zł za 25% firmy. Firma sprzedaje się za 25 mln zł.

Przy 1x non-participating inwestor wybiera korzystniejszą opcję. Może wziąć 5 mln zł preferencji albo swoją proporcjonalną część ceny sprzedaży, czyli 6,25 mln zł. Wybiera 6,25 mln zł, a pozostałe 18,75 mln zł trafia do pozostałych udziałowców zgodnie z ich prawami.

Przy 1x participating fundusz najpierw bierze 5 mln zł, a następnie 25% z pozostałych 20 mln zł, czyli kolejne 5 mln zł. Łącznie otrzymuje 10 mln zł, a dla pozostałych udziałowców zostaje 15 mln zł. Różnica wynosi 3,75 mln zł — i nie wynika z tego, że fundusz miał więcej udziałów. Wynika z kolejności i sposobu podziału wpływów.

Mnożniki 2x czy 3x są jeszcze bardziej bezpośrednie. Przy 2x i wkładzie 5 mln zł sprzedaż firmy za 12 mln zł oznacza, że inwestor może mieć prawo do 10 mln zł przed podziałem reszty. Dla założycieli zostają 2 mln zł. Przy 3x preferencja sięga 15 mln zł, więc przy sprzedaży za 12 mln zł cała kwota może zostać skonsumowana przez preferencję — zależnie od konstrukcji dokumentów i kolejności praw innych klas udziałów.

Wariant liquidation preferenceCo dostaje inwestorCo zostaje pozostałym udziałowcomOcena negocjacyjna
1x non-participatingWkład albo proporcjonalną część ceny — wybiera wyższą wartośćReszta po zastosowaniu wybranej opcjiNajprostszy i najbardziej przewidywalny wariant
1x participatingWkład, a następnie udział w podziale pozostałej kwotyReszta pomniejszona o dwie warstwy wypłatyZapis wymagający szczególnej ostrożności
2x non-participatingDwukrotność wkładu albo proporcjonalną część cenyReszta dopiero po uwzględnieniu preferencjiAgresywne, ale możliwe do policzenia
3x non-participatingTrzykrotność wkładu albo proporcjonalną część cenyPrzy niższym exicie może nie zostać nicBardzo mocna pozycja inwestora

Warto sprawdzić także, czy preferencja ma limit, czy działa przy każdej formie wyjścia oraz czy jest uprzywilejowana wobec udziałów kolejnych inwestorów. Nie wystarczy przeczytać nagłówka „liquidation preference”. Trzeba zobaczyć definicję zdarzenia likwidacyjnego, kolejność klas udziałów i sposób liczenia wypłat.

Druga broń to klauzule antyrozwodnieniowe. Weighted average uwzględnia zarówno starą cenę, jak i cenę oraz liczbę nowych udziałów emitowanych w down roundzie. Im większa nowa emisja, tym silniejsza korekta; mała emisja po niskiej cenie nie powinna działać tak samo jak duża runda ratunkowa. Konkretna formuła ma znaczenie, dlatego określenie „weighted average” nie kończy analizy.

Full ratchet działa znacznie ostrzej. Przelicza cenę udziałów lub cenę konwersji wcześniejszego inwestora tak, jakby zainwestował po najniższej cenie z późniejszej emisji — niezależnie od tego, jak mała była ta emisja. Jeśli w down roundzie jeden nowy inwestor obejmie niewielką liczbę udziałów po bardzo niskiej cenie, full ratchet może znacząco zwiększyć liczbę udziałów przypadających wcześniejszemu inwestorowi po konwersji.

To nie jest sprzedaż wcześniejszych udziałów za bezcen. To zmiana ekonomicznych proporcji przy emisji nowych udziałów. W praktyce wcześniejszy inwestor uzyskuje ochronę przed spadkiem ceny, a rozwodnienie zostaje przerzucone przede wszystkim na founderów i innych udziałowców, którzy nie mają podobnego zabezpieczenia.

Przy antyrozwodnieniu trzeba pytać o:

  • formułę: weighted average czy full ratchet;
  • zakres wyjątków, czyli emisje, które nie uruchamiają ochrony;
  • wpływ puli ESOP, konwersji instrumentów i udziałów przyznawanych pracownikom;
  • to, czy ochrona działa tylko do kolejnej rundy, czy pozostaje bezterminowa;
  • kolejność praw między różnymi inwestorami.
Negocjujesz wycenę, zamiast negocjować mechanizm wyjścia. To jakbyś targował się o cenę samochodu, ignorując, że sprzedawca zastrzegł sobie prawo do zabrania połowy auta, gdyby zdecydował się go odkupić za bezcen.

Struktura władzy i kontroli: kiedy rada nadzorcza staje się narzędziem inwestora

Rozmawialiśmy o pieniądzach, teraz porozmawiajmy o władzy. Bo w startupie pieniądze i władza to ten sam temat, tylko w innym mundurze.

Typowa struktura rady po rundzie może wyglądać niewinnie: pięć miejsc, dwa dla założycieli, dwa dla inwestorów i jedno dla członka niezależnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy „niezależny” członek jest w praktyce osobą wskazaną przez fundusz, jego doradcą albo kimś, kto ma z inwestorem silne relacje biznesowe. Formalnie nie reprezentuje funduszu, ale przy głosowaniu nad kluczową decyzją może znaleźć się po jego stronie.

Nie chodzi wyłącznie o liczbę miejsc w radzie. Sprawdź, kto wskazuje członków, jak można ich odwołać, czy wymagane jest kworum oraz jakie decyzje potrzebują zgody inwestora albo określonej większości. Zatrudnienie CFO, zmiana budżetu, emisja nowych udziałów, sprzedaż aktywów, zmiana modelu biznesowego czy zaciągnięcie większego długu mogą zostać objęte katalogiem spraw zastrzeżonych. Wtedy founder zachowuje stanowisko prezesa, ale traci możliwość samodzielnego prowadzenia firmy.

Drag-along zwykle zapisuje się w umowie inwestycyjnej albo umowie spółki, ale jego założenia są często uzgadniane już w term sheet. Klauzula pozwala określonej większości udziałowców „pociągnąć” mniejszościowych wspólników do sprzedaży na tych samych warunkach. Sam mechanizm nie jest z definicji zły. Bez niego jeden mały udziałowiec może blokować transakcję, której chce reszta.

Znaczenie mają próg, sposób głosowania i zabezpieczenia. Próg ustawiony zbyt nisko może pozwolić na sprzedaż bez realnego udziału founderów. Z kolei wyższy próg, wymóg zgody określonej klasy udziałów oraz gwarancja równych warunków dla wszystkich sprzedających ograniczają ryzyko nadużycia. Trzeba również sprawdzić, czy drag-along może wymusić na founderze szerokie oświadczenia i gwarancje oraz czy jego odpowiedzialność jest ograniczona do części ceny otrzymanej za udziały.

Czerwone flagi przy cap table są równie proste do odczytania, choć nie powinno się traktować ich jak uniwersalnych progów. Jeśli założyciele po rundzie seed tracą większość, a po Serii A zostaje im łącznie niewielki pakiet, kolejny fundusz może uznać, że ma finansować spółkę, w której founderzy nie mają już wystarczającej motywacji ani wpływu. Nie ma jednej magicznej granicy dla każdego startupu, ale warto policzyć, ile zostanie po obecnej rundzie, puli ESOP i realistycznym kolejnym finansowaniu.

Dead equity to drugie dno. W cap table mogą wisieć udziały byłego współzałożyciela, nieprzydzielone opcje, wygasłe granty albo pakiety, których status prawny nie został uporządkowany. Każdy taki element komplikuje due diligence i może zmienić wynik negocjacji. Przed rozmową z funduszem warto więc doprowadzić cap table do stanu, w którym każdą pozycję da się wyjaśnić jednym zdaniem i poprzeć dokumentem.

Ukryte koszty kapitału: ESOP i vesting jako narzędzia kontroli założycieli

Tu dochodzimy do pięknego paradoksu: dokument, który ma ci pomóc pozyskać kapitał, jednocześnie może zabrać ci część narzędzi czyniących cię właścicielem.

ESOP, czyli pula opcji pracowniczych, jest potrzebny. Bez niego trudno zatrudnić osoby na kluczowe stanowiska, zwłaszcza gdy startup nie może konkurować wynagrodzeniem z dużą firmą. Problem zaczyna się wtedy, gdy pula jest tworzona przed rundą i wliczana do pre-money.

Załóżmy, że przed rundą founderzy mają 100% spółki. Inwestor obejmuje 5% udziałów, a dodatkowo przed inwestycją tworzona jest pula ESOP odpowiadająca 15% spółki po jej utworzeniu. Jeżeli ta pula jest liczona pre-money, jej koszt ponoszą dotychczasowi udziałowcy. Inwestor kupuje udziały po cenie uwzględniającej gotową pulę, więc nie dzieli z founderami ciężaru jej utworzenia.

To nie znaczy, że ESOP pre-money jest zawsze błędem. Czasem fundusz chce mieć pewność, że po rundzie w spółce zostanie wystarczający pakiet na zatrudnienia. Błędem jest przyjęcie wielkości puli bez policzenia, ile opcji rzeczywiście będzie potrzebne i jaki będzie jej wpływ na udział każdego foundera.

ElementKto ponosi koszt rozwodnienia lub ryzykaNa co zwrócić uwagę
ESOP pre-moneyGłównie dotychczasowi udziałowcyCzy pula odpowiada realnym planom rekrutacyjnym i czy nie jest większa, niż potrzeba
ESOP post-moneyRozwodnienie jest dzielone także z nowym inwestoremCzy inwestor rzeczywiście akceptuje utworzenie puli po rundzie
Vesting założycielskiZałożyciel ryzykuje utratę nieobjętej części pakietu przy odejściuOkres vestingu, cliff, good leaver i bad leaver
Akceleracja single-triggerZałożyciel szybciej nabywa prawa do części udziałów przy zmianie kontroliCzy przyspieszenie dotyczy całości, części czy tylko określonego zdarzenia
Akceleracja double-triggerPrzyspieszenie zależy od zmiany kontroli i późniejszego odejścia lub zwolnieniaOkno czasowe i warunki zakończenia współpracy

Vesting founderów nie jest z definicji narzędziem kontroli inwestora. Ma zabezpieczyć spółkę przed sytuacją, w której jeden z założycieli odchodzi krótko po rundzie, zachowując cały pakiet. Standardowy model — cztery lata z rocznym cliffem — jest często spotykanym punktem wyjścia, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Reverse vesting jest powszechnie stosowanym mechanizmem vestingu założycielskiego. W uproszczeniu founder posiada udziały od początku, ale część z nich pozostaje objęta harmonogramem nabywania. Jeśli odejdzie przed upływem określonego okresu, spółka lub pozostali wspólnicy mogą mieć prawo odkupu albo przejęcia części nieobjętej vestingiem. Nie chodzi więc automatycznie o cofanie już nabytych udziałów.

Najważniejsze są szczegóły: co dzieje się przy dobrowolnym odejściu, zwolnieniu bez winy, zwolnieniu z powodu naruszenia obowiązków oraz sprzedaży spółki. Good leaver i bad leaver mogą prowadzić do zupełnie różnych skutków ekonomicznych. Niepokojące są zapisy, które pozwalają odebrać także część już zawestowaną albo uzależniają zachowanie udziałów od uznaniowej decyzji inwestora. Wtedy vesting przestaje być ochroną ciągłości zespołu, a zaczyna przypominać sankcję za konflikt z funduszem.

Akceleracja przy zmianie kontroli to kolejna delikatna kwestia. Single-trigger acceleration oznacza, że w razie określonej zmiany kontroli część albo całość nieobjętych jeszcze vestingiem udziałów założyciela nabywa się wcześniej. Sam mechanizm nie przyznaje funduszowi bezwarunkowej władzy i nie oznacza, że inwestor może dowolnie zwolnić foundera. Daje założycielowi ochronę na wypadek sprzedaży spółki, po której jego pierwotny harmonogram przestałby mieć sens.

Double-trigger wymaga dwóch zdarzeń: zmiany kontroli oraz późniejszego rozwiązania współpracy albo istotnego pogorszenia warunków pracy w określonym czasie. Z punktu widzenia inwestora ma zachęcać foundera do pozostania w spółce po przejęciu. Z punktu widzenia foundera ogranicza ryzyko, że sprzedaż uruchomi pełną akcelerację nawet wtedy, gdy nadal ma realną rolę w rozwijaniu biznesu.

To nie jest wybór między „dobrym” single-triggerem i „złym” double-triggerem. Trzeba ustalić, co dokładnie przyspiesza, przy jakim zdarzeniu, dla kogo i w jakim terminie. Czasem kompromisem jest częściowa akceleracja albo akceleracja uruchamiana tylko wtedy, gdy founder zostaje zwolniony bez uzasadnionej przyczyny po przejęciu.

Nie chodzi o to, czy fundusz cię zdradzi. Chodzi o to, czy dokument, który podpisujesz, wymaga od ciebie zaufania, że fundusz nigdy nie wykorzysta swojej przewagi. Nie podpisuj dokumentów, które tego wymagają.

Wiążące pułapki w niewiążącym dokumencie: poufność i wyłączność

I tu dochodzimy do najczęstszej mistyfikacji rynku kapitałowego: term sheet jest „w większości niewiążący”. To zdanie jest prawdziwe tylko wtedy, gdy wiemy, co dokładnie oznacza „w większości”.

Wiele term sheetów wyraźnie wskazuje, które postanowienia są wiążące, a które stanowią jedynie deklarację zamiaru zawarcia inwestycji. Zwykle strony chcą związać się poufnością, wyłącznością, kosztami procesu, dostępem do informacji albo prawem właściwym. Nie ma jednak zasady, że poufność i wyłączność są wiążące zawsze i automatycznie. Ich skuteczność zależy od treści dokumentu, konstrukcji klauzuli, podpisów, sposobu sformułowania obowiązku i prawa, które ma zastosowanie.

To rozróżnienie nie jest akademickie. Jeśli term sheet mówi, że wszystkie postanowienia poza wyraźnie wymienionymi są niewiążące, a następnie zawiera osobną klauzulę no-shop z czasem obowiązywania i sankcją za naruszenie, sytuacja jest dość czytelna. Jeśli natomiast dokument miesza język deklaracji z językiem zobowiązania, nie można zgadywać. Trzeba to wyjaśnić przed podpisaniem.

Exclusivity, czyli no-shop, oznacza, że przez określony czas nie prowadzisz równoległych rozmów z innymi inwestorami albo nie przyjmujesz konkurencyjnej oferty bez zgody funduszu. Dla inwestora to ochrona czasu i kosztów due diligence. Dla foundera — ryzyko zamknięcia sobie alternatyw, zanim znane będą wszystkie szczegóły przyszłej umowy.

Największy problem pojawia się wtedy, gdy wyłączność zaczyna działać natychmiast, a inwestor nie ma określonego terminu na przedstawienie dokumentów, przeprowadzenie due diligence ani podjęcie decyzji. Wtedy fundusz może przez kilka tygodni blokować rozmowy z rynkiem, jednocześnie przesuwając kolejne etapy procesu. Dlatego trzeba sprawdzić nie tylko długość okresu, ale też moment rozpoczęcia, możliwość jego przedłużenia i sytuację, w której inwestor wycofa się z powodów leżących po jego stronie.

Poufność również nie jest automatyczną pieczęcią na wszystkim, co dotyczy rundy. Klauzula powinna określać, jakie informacje są poufne, komu można je ujawnić i w jakim celu. Founder powinien mieć możliwość konsultacji z prawnikiem, księgowym, doradcą podatkowym, współzałożycielem czy inną osobą zaangażowaną w proces. W przeciwnym razie poufność utrudnia uzyskanie niezależnej opinii właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.

Warto też sprawdzić, czy wyjątki działają symetrycznie. Fundusz może potrzebować przekazać informacje swoim partnerom, doradcom, komitetowi inwestycyjnemu albo inwestorom instytucjonalnym. Founder powinien wiedzieć, kto może otrzymać dane o spółce i na jakich zasadach. Nie chodzi o to, żeby wyeliminować poufność, tylko żeby nie była jednostronnym zakazem zadawania pytań.

Przed podpisaniem term sheet zwracam uwagę na trzy rzeczy:

1. Czy dokument jasno rozdziela postanowienia wiążące od niewiążących i wskazuje skutki naruszenia tych pierwszych.

2. Czy wyłączność ma rozsądny czas trwania, jasno określony początek i koniec oraz czy nie może być jednostronnie przedłużana bez nowej zgody.

3. Czy poufność zawiera wyjątki pozwalające na konsultacje z niezależnym doradcą i ujawnienie informacji osobom, które muszą znać je do przeprowadzenia transakcji.

Jeżeli inwestor chce wyłączności, można oczekiwać wzajemnej dyscypliny procesu: ustalonego harmonogramu due diligence, terminów na komentarze do dokumentów i jasnych warunków wycofania się. To nie jest przejaw braku zaufania. To zwykłe zarządzanie ryzykiem negocjacji.

Co zostaje po odcisku kciuka

Prawda o term sheet jest prosta i niewygodna: to nie jest gotowa oferta, którą po prostu przyjmujesz. To mapa przyszłej transakcji. Pokazuje, jakie elementy inwestor uważa za najważniejsze, gdzie będzie próbował uzyskać przewagę i które punkty trzeba przeliczyć przed rozpoczęciem due diligence.

Założyciele traktują podpis pod term sheet jak koniec negocjacji. Tymczasem to dopiero początek etapu, w którym ogólne hasła zamieniają się w definicje, procedury i prawa zapisane w umowie inwestycyjnej. „Uprzywilejowanie” może oznaczać 1x non-participating albo wielokrotność wkładu z udziałem w reszcie. „Ochrona foundera” może oznaczać rozsądny reverse vesting albo prawo odebrania już nabytych udziałów. „Niezależny członek rady” może być rzeczywiście niezależny albo tylko formalnie niepowiązany z funduszem.

Jeśli twój fundusz nie chce rozmawiać o liquidation preference, full ratchecie, strukturze rady, pre-money ESOP, reverse vestingu czy akceleracji, masz problem — ale niekoniecznie dlatego, że każdy z tych zapisów jest niedopuszczalny. Problemem jest brak przejrzystości. Inwestor może mieć uzasadnienie dla części swoich oczekiwań, ale powinien umieć wyjaśnić ich mechanikę i wpływ na founderów.

Zwrot „to standard branżowy” nie jest odpowiedzią. Standard trzeba doprecyzować: standard dla jakiego etapu, rynku, ryzyka i wielkości rundy? Czy mówimy o często spotykanym zapisie, czy o warunku, który jest korzystny dla funduszu, ale rzadko egzekwowany? Czy dana klauzula działa tylko w określonym scenariuszu, czy zmienia ekonomię każdej możliwej sprzedaży?

Nauczyłem się tego na pierwszej rundzie. Wycena, o którą wtedy walczyłem, okazała się znacznie mniej istotna w momencie, gdy akcjonariusze zaczęli realnie dzielić pieniądze. Znaczenie miały preferencje, rozwodnienie, prawa głosu, zasady vestingu i to, czy można było spokojnie skonsultować dokument przed podpisaniem.

Term sheet nie jest dokumentem zaufania. Jest dokumentem, który powinien precyzyjnie określić, na jakich zasadach strony będą współpracować także wtedy, gdy zaufanie zostanie wystawione na próbę. Dlatego nie pytaj tylko, czy fundusz daje dobrą wycenę. Zapytaj, co zostanie z tej wyceny po down roundzie, po utworzeniu ESOP, po zmianie kontroli i po sprzedaży firmy.

A potem przeczytaj dokument na głos komuś, kto zjadł zęby na transakcjach VC. Najlepiej zanim w piątek wieczorem wyślesz na Slacka gifa „deal closed”.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego skupienie się wyłącznie na wycenie w term sheet jest błędem?
Wycena nie uwzględnia warunków, na jakich inwestor odzyska pieniądze, takich jak preferencje likwidacyjne czy prawa kontrolne, które mogą drastycznie zmienić realny podział zysków przy exicie.
Czym różni się liquidation preference 1x non-participating od 1x participating?
W wariancie non-participating inwestor wybiera między zwrotem wkładu a proporcjonalnym udziałem w sprzedaży. W wariancie participating inwestor najpierw odzyskuje wkład, a następnie dodatkowo uczestniczy w podziale pozostałej kwoty.
Jak działa klauzula antyrozwodnieniowa typu full ratchet?
Full ratchet przelicza cenę konwersji wcześniejszego inwestora tak, jakby zainwestował on po najniższej cenie z późniejszej emisji, co znacząco zwiększa liczbę jego udziałów kosztem założycieli.
Na co zwrócić uwagę w klauzuli wyłączności (no-shop)?
Należy sprawdzić czas trwania wyłączności, moment jej rozpoczęcia oraz upewnić się, że inwestor ma określone terminy na przeprowadzenie due diligence i przedstawienie dokumentów.
Czy vesting założycielski zawsze jest niekorzystny dla founderów?
Vesting nie jest z definicji zły, gdyż zabezpiecza spółkę przed odejściem założyciela, jednak należy uważać na zapisy pozwalające odebrać już nabyte udziały lub uzależniające ich zachowanie od uznaniowej decyzji inwestora.