
W Sztokholmie wyrasta właśnie fala firm, o których mówi się głośno od San Francisco po Singapur: od narzędzi do tzw. vibe codingu jak Lovable, przez legalnego AI od Legora, aż po dobrze nam znane Spotify i Klarnę w tle. To nie przypadek — to efekt kulturowej zmiany, która przewróciła do góry nogami sposób, w jaki młodzi Szwedzi myślą o karierze.
Zmiana, którą czuć już na rozmowach kwalifikacyjnych
Jeszcze niedawno — jak wspomina Sophia Bendz, partner generalna w Cherry Ventures i była pracownica Spotify — najlepszą ścieżką po studiach były konsulting albo bankowość. Dziś ludzie optymalizują pod kątem tworzenia, wolności i, nie oszukujmy się, także majątku. Bycie founderem stało się po prostu cool. Zdanie, które kiedyś brzmiałoby jak żart, dziś pada w sztokholmskich biurach bez mrugnięcia okiem.
I to jest moment, w którym my, founderzy w innych zakątkach Europy, powinniśmy się na chwilę zatrzymać. Bo ekosystem nie rodzi się z dnia na dzień — rodzi się z tego, że młody człowiek widzi przed sobą realną ścieżkę, a nie tylko teorię z podręcznika. I ma obok kogoś, kto już tę drogę przeszedł i nie traktuje jej jak egzotyki.
Pieniądze wracają, ale inaczej niż w 2021
Tylko w tym roku szwedzki ekosystem pozyskał już 2,8 miliarda dolarów — wynika z danych Dealroom, na które powołuje się TechCrunch. Prognoza na koniec roku? Minimum 5 miliardów. Dla porównania: w zeszłym roku było to 3,2 miliarda, a szczytowy 2021 zamknął się kwotą 8,5 miliarda. Czy to powrót do tamtej gorączki? Niekoniecznie — raczej zimna kalkulacja i kapitał, który wie, za co płaci, a nie za co da się nabrać.
Bendz zauważa przy okazji ciekawy ruch: coraz więcej amerykańskich inwestorów przylatuje do Sztokholmu osobiście, żeby spotkać founderów i położyć na stole term sheet. To nie jest turystyka — to sygnał, że ktoś uważnie przygląda się temu, co się tam buduje. I że chce być przy tym na wczesnym etapie, zanim cena wystrzeli ponad miarę.
Pętla, która napędza samą siebie
I tu dochodzimy do sedna — do mechanizmu, który warto kopiować gdzie popadnie. Pierwsza generacja szwedzkich przedsiębiorców, wychowana na falach Spotify i Klarny, dziś albo sama wraca do gry jako repeat founderzy (Daniel Ek, twórca Spotify, stoi też za Neko Health), albo otwiera drzwi ludziom, którzy właśnie wychodzą z Lovable czy Legora z własnym pomysłem na głowie i krótkim runneyaem na koncie.
W rozmowie z TechCrunch Bendz podkreśla, że osoby pracujące w Lovable i Legora są wyjątkowo przedsiębiorcze i chętne do zakładania własnych firm. Innymi słowy: doświadczenie w startupie staje się trampoliną, a nie punktem docelowym. I to jest ten moment, w którym ekosystem zaczyna się sam napędzać, bez zewnętrznego kopania i bez grantów na pompatyczne hasła.
Nasza obserwacja na koniec? Polska ma fragmenty tej układanki — świetnych founderów, ciekawy kapitał, coraz więcej amerykańskich inwestorów zaglądających do Warszawy i Krakowa. Brakuje nam jeszcze tego jednego elementu: kulturowego przyzwolenia, żeby powiedzieć głośno, że bycie founderem jest po prostu fajne — i że nie trzeba się z tego tłumaczyć przy niedzielnym obiedzie. Może czas zacząć, zanim kolejna fala zdąży nas ominąć?