
To nie jest kolejna strefa ekonomiczna z ładną nazwą, tylko konkretna odpowiedź na odwieczny ból founderów deep-techu: jak przejść z laboratorium do rynku, nie gubiąc ani jednego bitu wartości badawczej. Warto się przyjrzeć, bo Tajwan pokazuje dziś model, o którym w Europie wciąż tylko dyskutujemy.
Model, który domyka ścieżkę od badań do giełdy
USP powstał na kampusie Chung Hua University (CHU), którą NTHU przejęło za zgodą tajwańskiego Ministerstwa Edukacji w 2025 roku. Całość liczy ponad 20 hektarów i — co kluczowe — leży tuż obok Hsinchu Science Park, globalnego zagłębia półprzewodnikowego. Pięć filarów parka nie jest przypadkowych: półprzewodniki, technologia kwantowa, nowa energia, biotechnologie i sztuczna inteligencja. To dokładnie te obszary, w których deep-techowe startupy najczęściej utykają między grantem a pierwszym komercyjnym wdrożeniem.
Prezydent NTHU W. John Kao podkreślał podczas otwarcia, że park zaprojektowano tak, by usuwać najtrudniejsze bariery w uniwersyteckiej innowacyjności — od badań podstawowych, przez rozwój technologii, inkubację, współpracę z przemysłem, aż po rynki kapitałowe. Jak podał Markets Insider, Kao sięgnął przy tym po cytat Steve'a Jobsa o tym, że innowacja odróżnia lidera od naśladowcy — i właśnie takiego środowiska życzyłby sobie dla kolejnych pokoleń founderów. Z kolei prezydent CHU Victor Wei-Chi Liu zapewnił, że rada uczelni mocno wspiera koncepcję budowania pełnego łańcucha wartości wokół USP.
Fundusz i akcelerator — dwa silniki pod jednym dachem
Serce parka bije w dwóch strukturach. Pierwsza to NTHU Future Fund, który uczelnia uruchomiła wspólnie z Top Taiwan Venture Capital — początkowo celuje w ok. 1 mld nowych dolarów tajwańskich, a horyzont inwestycyjny to aż 15 lat. To rzadkość w świecie VC, gdzie fundusze zwykle myślą 7–10 lat. Druga to NTHU Accelerator, zbudowany na ponad dekadzie doświadczeń NTHU Garage w prowadzeniu startupów od etapu seedowego aż po IPO. Akcelerator ma łączyć zespoły z całego świata z dostępem do talentu, infrastruktury, kapitału, rynku i łańcucha dostaw — wszystkiego, czego młodym deep-techowcom najbardziej brakuje, gdy wchodzą na pierwszy poważny rynek.
Dlaczego to ma znaczenie dla nas, founderów
Tajwan nie jest tu przypadkowym wyborem. Według Markets Insider, wśród tajwańskich spółek notowanych na giełdzie i rynku pozagiełdowym, które zostały bezpośrednio założone przez profesorów uczelni, ponad 60% całkowitej kapitalizacji rynkowej pochodzi od firm kierowanych przez kadrę NTHU. To nie jest więc akademicka ciekawostka — to twarde dowody, że model uniwersytetu jako pełnego łańcucha wartości po prostu działa.
Dla nas, founderów budujących deep-techowe projekty w Polsce i regionie, to sygnał, który warto obserwować z kilku powodów. Po pierwsze, skala kapitału publiczno-prywatnego z 15-letnim horyzontem to coś, o czym europejskie fundusze VC wciąż tylko debatują. Po drugie, lokalizacja w sąsiedztwie TSMC i całego ekosystemu Hsinchu oznacza, że spin-offy NTHU mają unikalny dostęp do łańcucha produkcji półprzewodników — zasobu, którego nie da się łatwo odtworzyć gdziekolwiek indziej na świecie. Po trzecie, sam model — uczelnia jako operator parku naukowego, a nie tylko dostawca technologii — to potencjalna recepta na chroniczne rozdrobnienie naszych ekosystemów innowacji.
Warto przyglądać się, kto z europejskich founderów deep-techu spróbuje w najbliższych miesiącach zapukać do drzwi NTHU Accelerator — i czy pojawią się pierwsze transgraniczne fundusze wzorowane na pomyśle Future Fund.