
Wietnam dojrzewa jako ekosystem. Co to znaczy dla founderów szukających nowych rynków?
Brzmi to jak kolejny nagłówek z cyklu „kolejny azjatycki tygrys technologiczny", ale zastanówmy się przez chwilę, co naprawdę stoi za tymi słowami, bo dla nas, founderów myślących o ekspansji, to może być konkretna informacja, a nie tylko medialny szum.
Dlaczego akurat Wietnam nas interesuje
Zanim odpalimy kolejną analizę runwayów i pivotów, warto zadać sobie pytanie, które często pomijamy: gdzie tak naprawdę opłaca się teraz budować pierwsze zagraniczne partnerstwa? Według TNGlobal i wypowiedzi SVF wietnamski ekosystem właśnie przechodzi transformację — z etapu kopiowania zachodnich modeli w coś bardziej dojrzałego, z własnymi regulacjami i kapitałem. Dla nas oznacza to przede wszystkim jedno: rynek, który jeszcze dwa lata temu był „ciekawą opcją na później", zaczyna wymagać od nas poważniejszego homeworku. Nie wystarczy już wrzucić landing page z tłumaczeniem na angielski i liczyć, że lokalni partnerzy sami nas znajdą.
Sygnały z sąsiednich ekosystemów
Ciekawie robi się, gdy spojrzymy na to szerzej. BW Businessworld pisze o dojrzewaniu indyjskiego ekosystemu startupowego w kontekście wyzwań regulacyjnych, Tampa Bay Business and Wealth informuje o rozwoju nowego hubu technologicznego w St. Petersburgu, a Local Samosa co tydzień zbiera w jednym materiale informacje o fuzjach, przejęciach i rundach finansowych. Te nagłówki układają się w pewien obraz — globalna mapa innowacji przesuwa się. My, founderzy, coraz częściej będziemy musieli decydować, czy budujemy most na zachód, na wschód, czy może na południe.
Co warto odłożyć na później
Zanim jednak zaczniemy pakować walizki do Ho Chi Minh City, uczciwie powiedzmy sobie: sam komunikat SVF, który dotarł do nas przez TNGlobal, to na razie hasło, nie dane. Nie mamy jeszcze w ręku konkretnych liczb, konkretnych dat, konkretnych programów wsparcia. Wiemy tylko, że ktoś powiedział „nowa faza wzrostu" — a to w startupowym świecie potrafi oznaczać wszystko i nic. Dlatego zamiast pisać pitch deck pod wietnamski rynek już teraz, lepiej traktować tę informację jako sygnał do monitorowania. Obserwujmy, czy za słowami pojawią się konkretne fundusze, regulacje i case studies — i wracajmy do tematu, gdy będzie czego dotknąć rękami, a nie tylko nagłówkami.
Trzymamy rękę na pulsie, bo wiemy jedno — dzisiejsze „ciekawe miejsce na mapie" jutro może okazać się albo realnym rynkiem, albo kolejną bańką medialną, i różnica między tymi scenariuszami leży właśnie w naszym, founderów, przygotowaniu.